Arjano Navi Team - Rzeszów

Bożka wsłuchuje się w bicie serca Warszawy

Muzeum Powstania... Nie mamy zbyt wiele czasu, obiecujemy wrócić tu jeszcze i spokojnie obejrzeć zgromadzone tu pamiątki po tamtych dniach. Muzeum jesteśmy mocno zauroczeni, pierwsze tego typu, jakie widzieliśmy. Multimedialne, żyjące, atakujące widza z każdej strony dźwiękiem, obrazem... A w tle słyszalne bicie serca Warszawy, 62 uderzenia na minutę - tyle, ile dni trwało Powstanie.

Muzeum Powstania Warszawskiego

Muzeum Powstania Warszawskiego

Muzeum Powstania Warszawskiego

Wychodzimy oszołomieni, teraz do auta i podjeżdżamy do startu na odcinek III i ostatni dzisiaj. Odcinek typowo nocny. Zapadł zmrok, instalujemy wewnętrzne oświetlenie, rozstawiam halogeny "bardziej na zewnątrz" i sprawdzamy ręczne latarki. Pobieramy materiały i ruszamy w noc. Jazda jest prosta, z góry widać, że odcinek jest znacznie łatwiejszy od II. Rozjeżdża jednak nam się kilometraż - raz jest namiar zbyt bliski, raz za daleki. Brak stałości namiarów zmusza nas do bacznych obserwacji, by nie przegapić bocznych ulic. Na razie w mieście jest jasno, odpowiadamy na kolejne pytania z obiektów zlokalizowanych przy trasie. Powoli wyjeżdżamy z centrum w peryferyjne dzielnice.

Pora startować do nocnego odcinka. Zegar już dobrze chodzi :-)

Wjeżdżamy w las, teraz trzeba znaleźć drogę odchodząca w prawo, skosem do tyłu, przy niej PKP-2. Namiar już dawno "wybił" na liczniku, a drogi nie ma. Asfalt czarny jak smoła odbija lekko w prawo, my musimy mieć lewy łuk. Wracamy, zerujemy licznik na poprzednim skrzyżowaniu, powtarzamy najazd i jesteśmy znowu zbyt daleko a skrzyżowania brak. Nawrót kolejny, w okolicy kręci się już spora grupka samochodów rajdowych. Decyduję się na zapalenie halogenów. Świecą wraz z długimi światłami wysoko, oświetlają gąszcz leśny za Boernerowem. Muszę "elektrownię" wygasić, bo z naprzeciwka nadjeżdża samochód. Ale tuż przed zgaszeniem kątem oka widzę styczną do zakrętu szutrówkę. Wszystko staje się jasne. "Skrzyżowania nieopisane jedź po głównej lub prosto". My niepotrzebnie daliśmy się pociągnąć asfaltowej drodze w prawy łuk. A więc mamy punkt! Teraz po cichutku, może nikt nie zauważy naszych manewrów, odpisać dane z tablicy o Uroczysku Bemowo i jak gdyby nic wyjechać na główną. Wszystko zaczyna się zgadzać, wkrótce tory kolejowe potwierdzają naszą pozycję.

Zwiedzamy okolice kościoła

Teraz skręt na Babice Stare i po kilku kilometrach z punktu mapowego 33 wjeżdżamy w plan "Kampinos". Mamy, wg zapisu osiągnąć jadąc z natury punkt mapowy 34, przy którym zlokalizowane jest zadanie Z8. Wg mapy widać, że nie bardzo jest to do wykonania, po przejechaniu około 5,5 km musiałby nas jakiś znak "wrzucić" do Hornówka, aby osiągnąć z natury punkt 34. W itinererze nie ma nic na temat, że należy zaplanować w tym miejscu drogę po mapie. Nie licząc "śladów", które świadczą o tym, że jednak taki jest zamysł autora trasy. Punkty na drodze wytyczonej mapowo układają się chronologicznie, strzałki na skrzyżowaniach precyzyjnie naprowadzają na PKP-y i zadania Z. Decydujemy się zatem jechać "błędnie", za to najprawdopodobniej po wyznaczonej trasie. Sprawdzenie bowiem drugiego wariantu trasy to ponad 11 km "w plecy".

Notatki, notatki,...

Z punktu 34 po mapie jedziemy do punktu 35, potem już precyzyjnie rozrysowana kratka "z natury" prowadzi nas przez skrzyżowanie typu krzyż prosto do kapliczki na rozstajach dróg. Ciemno, choć oko wykol, pomagamy sobie halogenami, świecimy prosto na kapliczkę. W pewnym momencie z lewej i z prawej strony mamy zawodników, którzy także biją długimi światłami w napis na lipkowskiej kapliczce. Stara jest, z 1917 roku. W kratce dość mylący, i wg nas całkowicie zbędny nakaz zawrócenia D180, gdyż mamy po mapie zaplanować trasę do kolejnego punktu 37.

Ciemno i straszno...

Zadań turystycznych już nie ma, został ostatni PKP-6. Mało czasu, oj mało. Jeszcze ponad 14 km do mety, długie przejazdy między skrzyżowaniami. Jedziemy szybko, samotnie, na pełnych światłach, przez las. Za moment wypadamy w pola, nie widać nic, panuje doskonała ciemność. Znajdujemy cichy cmentarzyk, pochowani tu są żołnierze września 1939 r. Odpowiadamy na pytanie, latarka już ledwo świeci. Ostanie kilometry odcinka, walka z czasem. Liczymy, że zegar rajdowy późni się trochę w stosunku do naszego. Spóźnić się teraz i złapać taryfę to byłoby straszne. Nie po takim wysiłku...

Świecimy halogenami. Widać coś ?

Do Radzikowa 0,5 km, powinniśmy zdążyć. Jeszcze opuścić trzy drogi po prawej i osiągamy metę odcinka. Monika wpisuje czas przyjazdu. Zostały 3 minuty. Jesteśmy w dozwolonym czasie. Piotrek precyzyjnie podaje nam szczegóły, co dalej. Parkujemy auto na parkingu, przed nami jeszcze kolacja, testy turystyczne i próba sprawnościowa SZ. Jesteśmy zmęczeni...

Skierowanie na parking. Dzień czyli noc.


Nadszedł czas na próbę SZ. Niespodzianka przygotowana przez organizatorów. Przejazd samochodem rajdowym subaru impreza! OS nie jest długi, tylko 2,2 km, ale frajda będzie niesamowita. Nie ma co czekać, siadam za kierownicą przygotowanego przez organizatorów rajdowego bolidu. Auto granatowe, złote felgi. Nigdy jeszcze nie prowadziłem takiej maszyny. Ręce się pocą. Poprawiam się w fotelu, mocno niewygodny, brak trzymania na boki. Kierownica mała, sportowa, czarne pedały, obok "rękaw".

Najpierw jazda próbna, nie wypuszczą nas przecież tak hop-siup rajdowym wozem w drogę. Michał pomaga ustawić parametry wozu, ileż rzeczy tu można regulować! Przestrzega przed hamowaniem na maxa, gdyż grozi to zablokowaniem kół na szutrze i utratą sterowności. Ruszam powoli, słyszę ryk silnika, wrzucam wcześniej jedynkę manetką przy kierownicy. Zmyślne urządzenie. Lekki rozpęd, nie za bardzo, najpierw trzeba poznać zachowanie samochodu. Droga szutrowa, niezbyt równa. Staram się nie ciąć zakrętów, traktując przejazd jako zapoznawczy. Fajnie się jedzie, ale oto koniec odcinka zapoznawczego, ustawiam się w tym samym miejscu do prawdziwego startu.

Słyszę odliczanie sędziego 3-2-1 - START! Ruszam, chyba zerwałem przyczepność, za dużo gazu, tył auta uślizguje się w bok, wyrównuję, wskakuje kolejny bieg. Staram się jechać równo. Wcześniej przejrzałem notatki pilota. Słyszę jak podaje: "Szyb L Szyb P Set, Rzecz Do Łag L, Szyb P Zać 70, Łag P Dł 30 Łag L Set, Szyb L Dł 70, Śr L 200..." Na kierownicy czuję każdą nierówność drogi, auto niebezpiecznie podbija na ciętych zakrętach - muszę ciąć, aby utrzymać się na drodze. Impreza fantastycznie chodzi bokami, choć boję się podcinać ręcznym... Nie przy tych prędkościach, nie moje auto... Pilot dyktuje: Set! To krótka prosta, na której można zaoszczędzić setne sekundy. Jadę dobrze pod 200 km/h. Drzewa przy drodze zlewają się w zielono-żółtą masę. Matko jedyna...hondą na takich krótkich prostych nigdy nie byłem w stanie osiągnąć takiej prędkości. Na długim odcinku autostrady tak, ale nie w lesie, na mostkach. Zakręt 3! To skręt pod kątem prostym. Hamuję. Czuję, że zbyt późno! Piękne, lśniące auto organizatora sunie na zablokowanych kołach celując prosto w ścianę drzew. Odpuszczam hamulec, lecz koła nie łapią przyczepności, skręt kierownicą. Suniemy bokiem, zbyt późna kontra i tańczymy po drodze. Szybkie lewe i prawe uślizgi, wreszcie brakuje miejsca... Walimy przodem w rów, horyzont ucieka do góry, jakoś dziwnie bokiem, obraca nas na dach, wpadamy w krzaki. Cudem auto, rolując jeszcze chwilę, zatrzymuje się na kołach.
Patrzę na Michała - żyjemy... Cali, zdrowi, choć boli mnie kolano - chyba zbyt mocno walnąłem w biurko! "No co się patrzysz, drugi raz nie jedziesz" - stwierdza Michał wpisując czas w kajecik. Potem wciska ENTER i zaprasza kolejnego wirtualnego jeźdźca do jazdy w grze "Richard Burns Rally" :-)

Jazda subaru imprezą WRC :-)

No to SZ-1 mamy do tyłu, jutro próba w realu, będzie można się zrehabilitować. A tym czasem szybka kolacja i na test turystyczny! Rozsiadamy się w auli, niczym na egzaminie. Kaśka i Piotrek rozdają pytania, czas start! Rzucamy się na nasze notatki, przypominamy sobie co widzieliśmy po drodze, jakie zabytki, tablice, pomniki. Bardzo pomocne są mapy rajdu, można prześledzić drogę i "zobaczyć" wyobraźnią miejsca, o które pytają. Z kilkoma pytaniami mamy kłopoty. "W ilu miejscach zwiedzanych na trasie rajdu odszukałeś informacje o "Parasolu"? Nie znoszę takich pytań, pamiętam jeden pomnik, kilka razy szukaliśmy obiektów związanych z "Parasolem", tam też szukaliśmy informacji. Przed oczami staje całe Muzeum Powstania, mylą się tablice pamiątkowe. Strzał. Nie ma sensu dedukować. "Ile żywiołów wymienia inskrypcja na kapliczce ufundowanej przez gospodarzy z Lipkowa?" Znamy 4 żywioły: ogień, powietrze, ziemię i wodę. Czy wojna to też żywioł? A głód? A morowe powietrze? Czy to to samo co powietrze? :-)

Trwa wirtualny OS

"Podaj łączną długość trasy dzisiejszego rajdu przejechaną śladem powstańczej ewakuacji kanałami" - to kolejne pytanie sprawiające sporą trudność. Niezbyt jasne, na czym oprzeć szacunki? Nikt zapewne nie mierzył tej drogi, nie zwracał uwagi na licznik. Pozostaje mapa, ale tu trzeba przypomnieć sobie którymi ulicami się jechało, a które były dla rajdu zamknięte. Były objazdy, wymuszenia i znaki zakazu na trasie, nie zawsze dało się jechać "trasą kanałów", gdy ta uciekała pod parki. Strzelamy 6,5 km, ale nie wiemy, czy to jest dobra odpowiedź.

Odpowiadamy na pozostałe pytania, że obrona Starego Miasta trwała 32 dni, że w ścianę kościoła na ul. Zagórnej wmurowano karabin maszynowy i kto projektował pałac Krasińskich. Podobno nie ma trudnych pytań, są tylko takie, na które nie zna się odpowiedzi. Na większość znamy, część odnajdujemy w materiałach. Przeliczam jeszcze prędkość windy w Pałacu Kultury z 6m/s i zakreślam prawidłową odpowiedź 21,6 km/h. Koniec czasu, testy zostają zebrane.

Teraz pasowałoby iść szybko spać, jednak nocne rodaków rozmowy przeciągają się na dzień następny. Jeszcze tylko mała kąpiel, podczas której chcę zatopić cały hotel i lulu. Jest 02:30.





powrót do strony głównej dalej




Napisz do nas
Autor strony: Radosław Mikuła