Arjano Navi Team - Rzeszów

Rano, po śniadaniu szukamy wyników z nocy. Niestety, wiszą tylko wyniki nawigacyjne, naszych brak. Nie zobaczymy ich zresztą wcale, a szkoda, bo chętnie porównałbym sobie wyniki z konkurentami. Nie wiemy jakie błędy zrobiliśmy na nocce, ale wiemy, że poszło nam nieźle.

016

Zastanawiamy się, jak rozwiązany zostanie problem błędnego zapisu organizatora na zawrotce parkingowej. W kuluarach mówi się, że sprawa wyjaśniona, oficjalnie nie uzyskaliśmy jednak takiej informacji, nie wiemy do dzisiaj jak postąpiono z tym fragmentem trasy. Nie jesteśmy nerwowi, liczy się zabawa... Wyniki nocy podsumowane zostaną w generalce wraz z wynikami dnia. I te zbiorcze zobaczymy wieczorem. Przyznam, że podobnie brakowało mi podanych zbiorczych wyników z prób SZ, które wykonywali wszyscy uczestnicy imprezy. Skoro wyłoniony został mistrz kierownicy, to warto by było zorientować się, ile do niego brakło...

016

Dzisiaj już ruszamy zespołem na zwiedzanie dwóch obiektów. Jednym z nich jest muzeum zlokalizowane w dawnej Opatówce, drugim kościół farny. Muzeum zwiedzamy z przewodnikiem, miła pani bardzo precyzyjnie wskazuje, które wiadomości są istotne, gdyż pojawią się w testach turystycznych, a które są mniej ważne. Kilka razy powtarza odpowiedzi na przyszłe pytania. Zaczynam czuć się trochę dziwnie, gdy załogi próbują "wymusić" zerknięcie na kartkę z pytaniami. Przewodniczka się jednak nie daje, a ja sądzę, że te "zaloty" były w konwencji żartu. No bo jak inaczej wytłumaczyć takie zachowanie.

016

016

Każdy, kto przynajmniej słuchał, mniej lub bardziej uważnie, na mecie nie miał kłopotu z udzieleniem prawidłowych odpowiedzi. Ale przy takiej formie podawania informacji gubi się gdzieś element rywalizacji i doskonalenia siebie w słuchaniu, poznawaniu. Po co ćwiczyć bystre oko jak i tak podadzą wszystko jak na tacy... Na szczęście pytania na mecie dotyczyły także innych fragmentów trasy.

017

Muzeum Regionalne mieści się w opatówce, dawnej siedzibie urzędniczej opata Cystersów. W salach muzeum rozstawiona jest wystawa "Sztuka ludowa Pałuk". Wągrowiec bowiem leżący na Pałukach, jest jednym z elementów szlaku cysterskiego. Cystersów sprowadził do Wągrowca z Altenbergu Zbylut Pałuka w roku 1396. Co prawda od 1935 r. Cystersów w Wągrowców już nie ma, lecz pozostały po nich liczne ślady, a tym klasztor. W muzeum oglądamy chatę rybaka wyposażoną w ówczesne narzędzia, sieci, ościenie i chochle do ciągnięcia pod lodem. Także wyposażenie izby paradnej i kuchni. Dowiadujemy się też o pradziejach Wągrowca, oglądamy ceramikę grobową kultury łużyckiej i pomorskiej. Ta pierwsza zwana była też kulturą grobów skrzynkowych lub urn twarzowych. Prochy zmarłych po dokonaniu ciałopalenia składano tu w urny, które posiadały uszy, nos. Urny składano wraz z pożywieniem, z którego mógł korzystać duch zmarłego do skrzyneczek. Kończymy zwiedzać ekspozycję muzeum, ostatni rzut oka na słomiane, ozdobne pająki wiszące u powały i przenosimy się do kościoła farnego. Kościół p.w. Św. Jakuba apostoła i św. Walentego. Powstał w XVI w. na miejscu starego, drewnianego. To kościół mieszczański. Z uwagą oglądamy ołtarz, kaplicę różańcową z dobrze zachowaną polichromią. Ciekawią nas szafki boczne, wmurowane w ścianę kościoła. To w nich członkowie cechów składali swoje przybory i materiały potrzebne do opiekowania się przynależnymi im ołtarzami. Leżały tu świece, wosk, dzbany.

018

Przed kościołem widzimy pomnik ks. Jakuba Wujka. To on "dał mowie polskiej pismo święte", które przetłumaczył. Wydane zostało 2 lata po jego śmierci w 1599 r. Podziwiamy też kamienno-drewnianą dzwonnicę i umieszczony przed nią stary dzwon z wieży kościelnej.

019

019

Pora udać się na rynek i rozpocząć zmagania na kolejnych odcinkach rajdu. Jedziemy na rynek, na którym trwa już prezentacja działań w ramach pierwszej pomocy przedmedycznej. W sposób jasny i prosty ratownicy przekazują podstawową wiedzę z tej dziedziny. Pamiętamy, że podczas ratowania innego człowieka priorytetem jest nasze bezpieczeństwo. Dobrze przygotowany kierowca nie będzie miał problemów z zabezpieczeniem ofiary wypadku. A czasem życie uratować może tak niewiele, kilka przemyślanych działań.

020

020

Po występie rozpoczynamy rajd kolejną próbą sportową. Tym razem jest ciaśniej, trzeba się bardziej starać. Za moment wjeżdżamy na rampę startową, itinerer w łapki i jedziemy! Otrzymujemy też kartę ze zdjęciami obiektów do odnalezienia na trasie. Autorami trasy dziennej są Ania i Tomek. Wnioskuję z tego, że namiary będą precyzyjne a pytania turystyczne jednoznaczne. Z Wągrowca wylatujemy na Kaliska, by w Tarnowie Pałuckim zwiedzić najprawdopodobniej najstarszy drewniany kościół w Polsce. Kościół p.w. Sw. Mikołaja Biskupa pochodzi z XIII w.

022

Docieramy do Łekna, tu zwiedzamy kolejną zabytkową świątynię. Mamy odpowiedzieć na pytanie ile kamiennych figur znajduje się na murach kościoła. Kościół jest obronny, opasany kamiennymi murami. Nie ma na nich żadnej figury. Dwie zaś stoją dumnie nad wejściem głównym. Pisać "0", czy za "mury" wziąć ściany świątyni i pisać "2"? Decydujemy się na drugą wersję, w końcu ściany kościoła to też jego mury.

021

Wydaje nam się, że czasu mamy dosyć. Wychylam się za mury obronne. Moim oczom ukazuje się pole zboża z tajemniczymi kręgami. Co prawda nie układają się one w jakieś regularne kształty ale z pewnością nie są pochodzenia naturalnego. Co za istota je wydeptała? Czyżby pan Zenek?

023

024

Teraz przez Chawłodno do Gołańczy. Śmieszą nas tutejsze nazwy, mylą się już miejscowości, zwiedzane kościoły zlewają w jeden. Dobrze, że prowadzimy notatki. W Gołańczy w kościele wisi na tablicy szczegółowa historia. Dowiadujemy się z niej, że pierwszy drewniany kościółek postawiono tu ok. roku 1300. Przelatujemy przez kolejne lata, w 1948 zainstalowano w murowanym już kościele organy elektryczne a w 1949 założono radio. Uciekamy na rynek miasteczka, trochę się po nim włóczymy oglądając a to pomnik, a to tablice pamiątkowe i zabudowania. Gorąco niesamowicie, pot leje się z czoła, wsiadamy do rozpalonego samochodu i przez Potulin docieramy do Smogulca. Tu kolejny zabytkowy kościół robi na nas wrażenie. W XIII w. założyli go Grzymalici Smoguleccy. W 1930 r. wpisany został do rejestru zabytków.

025

Jedziemy teraz rozpalonymi polami, od czasu do czasu chłodzi nas ożywczy cień lasu, ale za moment znowu wyskakujemy na rozgrzaną słońcem równinę. Szukamy kapliczki w Lipie. Odnajdujemy ją przy głównej drodze, przy niej tablica poświęcona pamięci polskiego mechanika Edwarda Puchalskiego, który zginął tu śmiercią bohaterską w 1942 r. Na kapliczce przedstawiony jest samolot, górnopłat. Liczę na jakieś pytanie turystyczne dot. tego faktu. Załogi zatrzymują się tylko na moment, wpisują do karty drogowej "samolot" ("podaj jaki środek transportu uwieczniony jest na figurce") i odjeżdżają z piskiem opon. Nikt nie czyta tabliczki, a ta widoczna jest dopiero po wyjściu z auta. W Jaktorowie naszym zainteresowaniem cieszy się głaz poświęcony naszemu papieżowi. Na płaskorzeźbie przedstawiony jest papież podczas wędrówki w górach, w tle Giewont.

027

027

Jeszcze kilka manewrów i przyjeżdżamy na PKC-1 do Margonina. Lądujemy na strzelnicy Bractwa Kurkowego. Tu organizatorzy przygotowali poczęstunek, jest żołnierska grochówka z... oczywiście, wkładką kiełbasianą. My jemy pożywną zupę, a nas jedzą komary. Gryzą tak niemiłosiernie, że uciekamy spod wiaty w podskokach. Tera jeszcze trzy strzały z karabinka do tarczy. Ostatnio modne stało się strzelanie na rajdach. Jak nie łuk, to kusza, paintball lub wiatrówka. Tym razem coś mocniejszego. Z dużej odległości ładuję 3 strzały, mierzę w środek tarczy. Rezultatem jest 8, 2 i literka "y" z napisu pod tarczą „Merkury '2007". Nie jest źle, innym i tarcza była za mała.

028

028

Uciekamy od komarów, wsiadamy do samochodu i startujemy do odcinka 2D. Prosty strzałkowiec wyprowadza nas do mapowego punktu 50. Od tego miejsca planować będziemy już trasę po mapie. I bardzo dobrze, to przecież podstawowe narzędzie turysty. Trasa prowadzi przez Próchnowo, Zbyszewice, wije się wokół jeziorek.

029

Przejazdy są bardzo widokowe, od czasu do czasu błyska niebieska tafla wody. Jadąc trasą bez trudności odnajdujemy obiekty ze zdjęć. Są one tak usytuowane, że nie sposób ich zgubić. Za Kobylcem skręcamy nagle z głównej drogi, itinerer wiedzie nas piaszczystą dróżką nad brzeg jeziora. Tu niespodzianka. Kolejna próba, ale jakże nietypowa. Dostajemy neutralizację czasu, schodzimy na keję i dowiadujemy się, że próba polega na jak najszybszym opłynięciu boi łodzią wiosłową. Nic strasznego.

029

029

Wsiadam do łódki, oczywiście tyłem do dziobu, zapieram się w niej i ruszam na sygnał. Kilka mocnych uderzeń, mam przecież krzepę, łódka skacze do przodu. Nagle co to? Chyba połamałem łódkę i wiosła, padam bowiem na plecy, wiosło leci w powietrze, to koniec… Nie, to tylko wiosło wypadło z dulki. Orientuję się o co chodzi, umieszczam nerwowo wiosło na miejscu. W tym czasie łódka idzie rozpędem, oczywiście samodzielnie wybierając sobie kurs. Muszę wyprostować! OK., jest boja, teraz nawrót, znowu mocne pociągnięcia. Za mocne... Uparte wiosło wyskakuje znowu z dulki. A więc powoli, systematycznie i precyzyjnie, hop, raz, hop, raz. Ląduję na brzegu, czas mimo niezaplanowanych zabaw nie jest zły. Coś tylko mokro mi z tyłu. Tak, całe spodnie w wodzie. Jest upalnie, nie przejmuję się mokrą plamą, zaraz i tak wyschnę.

030

Znowu do auta, hmm, w łódce było przyjemniej. Zawracamy, kilka prostych manewrów i meldujemy się na mecie w ośrodku Łodzianka. Za nami na plac wjeżdża meta w osobie pana Krzysztofa. Oddajemy kartę, po rajdzie... W barze spotykamy Stasia. Też się cieszy, że załogi już zjeżdżają. A że żar okrutny, to chłodzić się trzeba na każdy sposób...

031

Pogoda zaczyna się załamywać, testy turystyczne dopiero o 17:30. Udajemy się do nie najwyższych lotów i standardu domków, aby poczytać materiały i uporządkować notatki z trasy. Zaczyna padać deszcz. Padać, to mało powiedziane. Z nieba leją się potoki wody, wokół skaczą kryształki gradu. Nagle się oziębiło. Może i dobrze, upał był nie do wytrzymania. Czas szybko leci, musimy pójść w deszcz, aby w jadalni napisać testy.

032

Okazuje się jednak, że jadalnia jest zajęta i musimy się zadowolić małą salką przy barze. Skutkuje to tym, że załogi siedzą przy maleńkich stolikach, nie ma nawet jak rozłożyć materiałów. Mapy i foldery mieszają się załogom siedzących przy jednym stole. Jest duszno, salka wypełniona po brzegi, głośny gwar nie ułatwia zadania. Trudno, jakoś damy radę, pytania nie są zbyt trudne. Odpowiadamy m in. że przekład Bibli powstał w XVI w, że hasłem realizowanym przez Cystersów było „módl się i pracuj", a region etnograficzno-historyczny na którym leży Wągrowiec to Pałuki. Wiemy czemu służyły szafki w kościele farnym, i że ks. Wujek nie był Cystersem a Jezuitą. Nie zaskakuje nas podanie inskrypcji z gołanieckiego herbu ani ilość portretów z balustrady chóru w Tarnowie Pałuckim. Kłopot mamy z pytaniem ile kilometrów jest z Gołańczy do Ilmenau. Nie doczytaliśmy... Strzelamy, niestety źle. Nie wiemy też jak miał na imię radca duchowny pochowany w kościele w Łeknie. Widziałem jego nagrobek, wiem, że nazywał się Lesnik, ale imię uleciało w niepamięć. W sumie odpowiadamy na 27 pytań turystycznych.

034

Oprócz tych pytań dostajemy też 8 pytań z zakresu BRD. Powinniśmy wiedzieć, że kategoria B uprawnia także do kierowania ciągnikiem rolniczym lub pojazdem wolnobieżnym, że na drodze jednokierunkowej nie zabrania się cofania. To proste, ale na jaki okres wydawane jest międzynarodowe prawo jazdy? Nie wiemy... Jeszcze 2 pytania z pierwszej pomocy i wychodzimy z dusznej sali. Niestety, na dworze, albo po rzeszowsku - na polu, wciąż leje. Czekamy. Za chwilę spotkanie kierowników ekip, omawiamy dotychczasowe imprezy, wskazujemy ich zalety i wady, jednocześnie bardzo pozytywnie oceniając imprezę poznańską. Można, jak widać łączyć kilka rund z różnych dziedzin, ważne jednak jest to, by każdą z rund obsługiwał osobny zespół. Osobny komandor, osobne biuro, osobne liczenie wyników - tak, by zawodnicy czuli się stale w centrum zainteresowania.

037

O godzinie 20:00 udajemy się na Bal Komandorski. Wcześniej wywieszone zostają wyniki. Najpierw nawigacja, potem zmotoryzowani niepełnosprawni, potem i my. Analizujemy nasz przejazd. Mamy doliczone spóźnienie na odcinku 2D, pomimo neutralizacji czasu na pływanie łódką. A przecież przybyliśmy na metę, zanim ta została rozłożona, dokładnie o swoim czasie. Inne załogi też mają doliczone spóźnienia, zapewne mały błąd wklepującego, zapomniał o neutralizacji. Za moment wyniki są poprawione. Wszystko się zgadza. Zdobywamy III miejsce w Mistrzostwach niewiele ustępując konkurentom, zaś II w generalce turystycznej, gdyż nocka poszła nam bardzo dobrze. W TMMP zwycięża Jacek z Darkiem, na drugim miejscu Marcin z Waldkiem. My zdobywamy jednozałogowo IV miejsce dla Automobilklubu Rzeszowskiego i Okręgu Rzeszowskiego PZM.

042

Stół ugina się pod ciężarem pucharów, w końcu trzeba obsłużyć kilka rund, nawigacyjną, turystyczną, zabytkową i zmotoryzowanych niepełnosprawnych. Ale rozdanie nagród się opóźnia. W kuluarach dzieją się dziwne rzeczy. Mści się niewyjaśnienie do końca "sprawy parkingu", jedna z załóg nie chce przyjąć do wiadomości przedstawionych wyników. Zaczyna być mocno nerwowo. Nie bardzo wiemy o co "biega" w sporze, ale z dochodzących strzępów krzyków domyślamy się, że chodzi o odcinek nocny. Większość załóg bawi się wyśmienicie, rozmawia, nie zwraca uwagi na "incydent". W końcu dochodzi zapewne do jakichś ustaleń, gdyż organizatorzy rozpoczynają uroczyste zakończenie. Zwycięzcy honorowani są pucharami i słodkimi nagrodami. Znowu zgrzyt, zauważam, że znany mi pan wywołany do odbioru nagrody lekceważy organizatorów. Nie chce wyjść. Protest? Cóż, po prostu nie ładnie... A nawet brzydko...

043

Bawimy się długo, grubo po północy zmykamy cicho do naszego domku, jutro czeka nas bowiem ponad 600 kilometrowa droga do domu. A mimo tej odległości wiemy, że warto było przyjechać na imprezę. Poznaliśmy nowe dla nas tereny, zabytki, spotkaliśmy się z tak lubianymi kolegami i przyjaciółmi. I miło spędziliśmy czas...

043





wstecz powrót do strony głównej




Napisz do nas
Autor strony: Radosław Mikuła